Ładuję dane.
Może to potrwać od kilkunastu do kilkudziesięciu sekund, prosimy o cierpliwość
Moto Konfigurator Wybierz swój motocykl

Pierwsza wyprawa motocyklowa w Bieszczady — unikaj tych błędów!

2024-04-12
Pierwsza wyprawa motocyklowa w Bieszczady — unikaj tych błędów!

Tym razem jest to blog, który nie jest związany z ubraniami i akcesoriami, choć na pewno pojawi się to, co bym na taką wyprawę wybrał gdybym był mądrzejszy o całą tę wiedzę, którą zdobyłem od tamtego czasu. Sęk w tym, że pierwszy raz, gdy pojechałem grupą w Bieszczady, byłem niedoświadczony, a nawet głupi. Jako młody motocyklista na sprzęcie, który mnie wówczas przerastał, wybrałem się z wujkiem i jego przyjaciółmi na wyprawę motocyklową. Przejechałem piękną trasę, strasznie zmarzłem, zjadłem pyszny obiad w Myczkowiance w Myczkowcach, spędziłem noc w Zamku w Lesku i… zaliczyłem pięknego highside’a zjeżdżając na stację benzynową. Do tego stopnia pięknego, że aż kierowca autokaru jadący kawałek za mną się zatrzymał, aby sprawdzić, czy wszystko ze mną w porządku. Ale udało mi się dojechać do domu i miałem mnóstwo czasu na przemyślenia.

Chcesz się dowiedzieć więcej o moich doświadczeniach oraz jakich błędów nie należy popełniać w trakcie wyprawy motocyklowej? Cieszę się, że tu jesteś i zapraszam Cię do przeczytania tego bloga. :)

Przygotowania — co zabrałem na wyprawę motocyklową w Bieszczady?

To był jesienny wczesny poranek. W sumie jeszcze było ciemno, gdy przypomniałem sobie, że wypadałoby w końcu spakować swoje rzeczy, więc zacząłem gorączkowe zbieranie gratów potrzebnych na mój motocyklowy wyjazd w Bieszczady. Jako że jestem mistrzem katastrofy gdy nie mam wystarczająco dużo czasu na wykonanie wszystkich swoich porannych czynności, coś musiało pójść nie tak.
Wyłożyłem sakwy na środek pokoju i zacząłem powoli ładować rzeczy. Buty niemotocyklowe, klapki, spodnie, ciepły polar, bielizna… jeszcze szczotka do zębów, pasta, jakieś mydło, ręcznik… kurtka może jakaś? I czego zapomniałem? Na pewno czegoś zapomniałem. Ale nie miałem czasu, aby o tym myśleć.
Wniosek tutaj jest prosty — wszystko, co się da, przygotuj wieczorem przeddzień wyjazdu, aby rano nie było gonitwy, w trakcie której zapomnisz o połowie rzeczy do wzięcia. Jednocześnie, jeśli to możliwe, lepiej się pakować lekko, o czym wielu podróżników mówi, ale to już rada, do której każdy powinien się stosować wedle swoich upodobań i pojemności bagażu.

Mój kot już wyczuł, że coś się święci i sam się zapakował do sakwy, aby ze mną jechać. Śmiechom nie było końca, a Franek z torby nie chciał wyjść. Łajza.

No i zaczynam ubieranie się na moto. Było zimno, a prognozy na środek dnia również nie napawały optymizmem. Ostatnio sporo schudłem, więc moja jedyna kurtka Modeka Viper LT była dwa rozmiary na mnie zbyt duża. Nie miałem turystycznych spodni do kompletu, więc musiałem sobie poradzić mając również zbyt duże jeansy motocyklowe Rebelhorn Vandal. Gdyby nie to, że tylny cylinder mojej Aprilii Shiver 750 bardzo grzał mi siedzenie, to pewnie nie byłbym w stanie wytrzymać tej trasy. W butach wodoodpornych Gaerne G.Stelvio było chłodnawo, ale znośnie, bo wziąłem sobie drugą parę skarpetek. Do dziś mam te buty i bardzo sobie je chwalę. W kwestiach odzieży termoaktywnej nie miałem wyboru i musiałem sobie wziąć termo chłodzące na motocykl Brubeck Cooler, które nie poprawiało szczególnie mojej regulacji temperatury, ale lepsze jest jakiekolwiek niż żadne.

Kot motocyklowy wyprawa w Bieszczady

Katastrofą okazały się moje rękawice z Gore-Texu, Rukka Virium. Gdyby ktoś mi wcześniej powiedział, że “wodoodporne” wcale nie znaczy “ciepłe”, to bym się zaopatrzył w jakiś inny model. Przy siedmiu stopniach Celsjusza było mi ekstremalnie zimno, a podgrzewanych manetek wtedy nie miałem. Na szczęście obejrzałem sobie film, na którym ktoś w takich sytuacjach użył rękawiczek nitrylowych, aby osłonić się przed wiatrem i choć odrobinę zatrzymać ciepło. Od biedy zadziałało, ale to wciąż nie to, co powinno być. Przez to jazda była niekomfortowa i bardzo męcząca, co odczułem na drugi dzień. Dziś, nauczony tamtą sytuacją, zaopatrzyłem się w podgrzewane rękawice REV’IT! Liberty H2O, w których ciągle jeżdżę na początku i końcu sezonu, a po zmianie motocykla na Triumpha Street Triple 765 mam również podgrzewane manetki.

Myślę, że powinienem był się zaopatrzyć w nakładki Rebelhorn Bolt lub Oxford, które kosztują dużo mniej niż ciepłe rękawice, a w takiej sytuacji zadziałałyby skutecznie, osłaniając moje dłonie przed chłodem. Na odzież termoaktywną nie narzekałem, ale wiem, że lepiej by mi było w komplecie Rebelhorn Therm II lub Brubeck Extreme Thermo i taką polecam, ponieważ termo zależy dobierać do panującej aury. A co do zbyt dużych ubrań, już pomijając sam wybór modeli ubrań, bo przy moim ówczesnym budżecie lepiej by się sprawdziły kurtkaspodnie Rebelhorn Cubby V, jazda w odzieży o co najmniej dwa rozmiary zbyt dużej jest niebezpieczna, ponieważ przy wywrotce ochraniacze mogą się przesunąć i nie ochronić w sposób, w jaki powinny.

Dodam jeszcze, że uczyłem się montażu moich sakw Shad E48 również na ostatnią chwilę. Nigdy wcześniej tego nie robiłem, ponieważ nie udawałem się w żadną podróż motocyklową, a mając stelaż GIVI nie było to prostym zadaniem. Na szczęście wszystko poszło gładko, a na w stu procentach pewny montaż tych sakw wpadłem dopiero rok później, gdy postanowiłem poświęcić chwilę na główkowanie. Dzisiaj pewnie bym jeździł z zestawem SW-Motech Blaze w przypadku nakeda (tu akurat dla mojego Street Triple'a) lub modelem sakw Shad Terra TR40 gdybym zmienił motocykl na coś w stylu Hondy Transalp 750.

 

Poszerz swoją wiedzę: Jakie buty motocyklowe? Przewodnik po rodzajach butów motocyklowych

Tempo turystyczne — za szybko! Gdzie komunikacja?

Gdy umawiasz się na wspólną jazdę w grupie, czasem możesz trafić na określenia stylu jazdy, jaki będzie praktykowany w grupie: tempo 125, rekreacja lub turystyka. Każde kolejne to wyższa prędkość i przy "turystyce" zaczyna się już robić niebezpiecznie, ponieważ jest to otwarte przekraczanie prędkości dopuszczalnych na konkretnych odcinkach drogi. Mój wujek i jego koledzy jeżdżą bardzo szybko jak na mój gust, zdecydowanie zbyt szybko nawet na moje obecne tempo jazdy po drogach, które nie są autostradami i krajówkami. Ich tempo jednoznacznie mógłbym określić na “rekreacyjne” na autostradzie, czyli do 140 km/h, oraz “turystyczne” poza nią, czyli sporo ponad limit. Śmigali przez źle utrzymane drogi tak, że zwyczajnie mnie to wtedy, niedoświadczonego motocyklistę, przerastało. Chłopaki nie uznawali interkomów, więc przez swoją Sene SFR nawet nie mogłem im powiedzieć, aby zwolnili. Z czasem nawet pojawił się problem z poinformowaniem ich o konieczności zatankowania mojego motocykla, a wyuczone dzięki podręcznikowi nauki jazdy na motocyklu gesty do nich nie trafiały.

Efekt był taki, że zamiast odpoczywać w trakcie drogi, niepotrzebnie się stresowałem, z czasem tracąc koncentrację. Z mojej własnej winy doprowadziło to do lekkiego highside’a, o którym później. Jeśli udajesz się z kimś na wspólną wyprawę, poznaj najpierw styl jazdy danej osoby lub uzgodnijcie tempo, jakim się poruszacie. W innym wypadku ktoś z Twojej paczki na pewno będzie niezadowolony.

A co do komunikacji: Dziś nie wyobrażam sobie wycieczki bez możliwości rozmowy z drugą osobą choćby po to, aby informować się nawzajem o zagrożeniach. Jestem dumnym posiadaczem Cardo Packtalk Edge i uważam, że to doskonały interkom. Głośniki JBL grają pięknie, a komunikacja Mesh z moim kumplem jest czysta i klarowna. Osoby dzwoniące do mnie przez telefon mówią, że w trakcie rozmowy panuje u mnie taki spokój, jakbym siedział w pokoju i pił kawę, mimo że śmigam akurat drogą ekspresową. Niestety swoje kosztuje, ale warto.

Gesty motocyklowe przydatne na wyprawie motocyklowej

A na miejscu placek… znaczy klops

Przejechaliśmy przez Wielką Pętlę Bieszczadzką, zatrzymując się w punkcie widokowym ukazującym Połoninę Caryńską. Wówczas jeszcze nie potrafiłem wykonywać dobrych zdjęć, więc nie mam żadnych, które byłyby warte ukazania w tym blogu. Nauczyłem się tego dzięki Mariuszowi z kanału #tylkoJAZDA, którego poradnik wideo wrzuciłem niżej. Wracając do Pętli Bieszczadzkiej, zachęcam Cię do kliknięcia linku do Google Maps, który umieszczę TUTAJ, aby móc poczuć klimat, jaki tam panuje. Jesienią jest tam szczególnie pięknie gdy widzi się złocące się drzewa. Uważam, że każdy musi to miejsce odwiedzić.

Stamtąd zjechaliśmy do Myczkowianki. Przez nieistniejące już czasopismo Motocykl zostało okrzyknięte “Miejscem przyjaznym motocyklistom”, o czym informował baner na jednej z zewnętrznych ścian. Często dzieją się tam wydarzenia motocyklowe. Pamiętam, że zjadłem tam wyśmienite placki ziemniaczane, których porcja była taka, że nie byłem w stanie ich wcisnąć w siebie. Fajne miejsce. Świetne jedzenie. Warto odwiedzić w trakcie zwiedzania Wielkiej Pętli Bieszczadzkiej.

Następnie pojechaliśmy do Zamku w Lesku, aby spędzić tam noc. To był trzygwiazdkowy hotel, który 1 stycznia 2023 roku został przejęty przez Skarb Państwa i obecnie nie jest dostępny dla ludzi. Budowę zakończono prawdopodobnie po 1553 roku, po śmierci Piotra Kmity. Wpadł następnie w ręce Katarzyny, żony Stanisława Stadnickiego i znajdował się w rękach rodziny Stadnickich do I połowy XVIII wieku. W tym czasie budynek był wielokrotnie przebudowywany, niszczony i odbudowywany w związku z różnymi wojnami. Wówczas wielokrotnie zniszczeniu i zagrabieniu ulegały znajdujące się tam rzeczy. Ostatnia odbudowa miała miejsce w 1956 roku i od tamtej pory ma obecną postać.

A dlaczego klops? Pamiętasz, jak wspomniałem, że na pewno czegoś zapomniałem? Chodziło o jakikolwiek sposób zabezpieczenia motocykla przed złodziejami. Nie wziąłem ze sobą nic, nawet blokady na tarczę hamulcową. Mój wujek, właściciel Moto Guzzi Norge 1200, w którym zmieniał już silnik dwa albo trzy razy, wiedząc, że wydałem swoje ciężko zarobione pieniądze na nowy motocykl i nie będę dobrze spał jeśli nie będzie odpowiednio zabezpieczony, dał mi swoją blokadę. Dzięki!

Na wyprawę motocyklową warto zabierać ze sobą jakiś rodzaj zabezpieczenia. Zwykła blokada na tarczę hamulcową (lub też disc lock) znacząco zmniejszają szansę, że jakiś złodziej postanowi się zainteresować sprzętem, który masz. Jednocześnie daje większe szanse na spokojny sen i unikniesz problemów związanych z szukaniem zaginionego motocykla, które przeżył Karol, jedna z osób, z którymi jechałem. Jego Ducati Multistrada została skradziona, ale na szczęście się odnalazła.

 

Sprawdź, czy masz je wszystkie: 10 przydatnych akcesoriów motocyklowych dla każdego

Highside w podróży motocyklowej — wypadki na motocyklu się zdarzają

Prawdę mówiąc, było to coś, czego byłem w stanie uniknąć. Zaczęło się od tego, że po poprzednim dniu byłem niesamowicie zmęczony mimo odpoczynku w wygodnym łóżku. Temperatura oraz tempo jazdy mocno dały mi się we znaki i miałem duży problem, aby odpowiednio skupić się na jeździe z narzuconą przez “weteranów” prędkością. Gdybym miał obrazowo określić to, co widziałem, to będzie to nitka drogi, białe pasy oraz poruszające się obiekty na jezdni, ale szutru czy dziur nie dostrzegałem lub zdołałem ujrzeć w ostatnim momencie. Oczywiście komunikacji przez interkom nadal nie było. Zaczęło się od tego, że zgubiłem grupę. Aprilia nie ma wskaźnika paliwa i zaczęła świecić mi się rezerwa, co znaczyło, że w piętnastolitrowym zbiorniku pozostało mi 5L benzyny. Dostrzegli, że zniknąłem, wrócili i pojechaliśmy dalej.

Przechodzimy do samego wydarzenia. Stacja benzynowa jakiegoś prywatnego właściciela nieopodal Komańczy. Na obszernym zjeździe była wysepka żwiru. Nie zauważyłem jej w trakcie skręcania. Wjechałem w nią, tylne koło straciło trakcję, po czym nagle ją odzyskało i wyrzuciło mnie z siodła. Wylądowałem na plecach. Ochraniacz w kurtce Modeka Viper LT spełnił swoje zadanie znakomicie, ponieważ nie poczułem nic. Buty oraz rękawice zostały odrobinę zadrapane, ale nie straciły nic ze swojej wodoodporności i jeżdżę w nich do dzisiaj. Jeansy nie miały nawet śladu na sobie. Kask Caberg Levo, który wówczas miałem, przyjął mocne uderzenie, ale ochronił moją głowę, jak należało. Uf.

Gaerne Stelvio uszkodzenia
Rukka Virium uszkodzenia

Motocykl nie wyglądał źle. Dźwignia hamulca przedniego została wykrzywiona i wymagała wymiany. Dźwignia hamulca tylnego została uszkodzona i nie nadawała się do użytku. Skrzywiłem kierownicę, półki oraz sztycę. Prawy crash pad Puig przyjął potężne uderzenie i wymagał wymiany, ale dzięki niemu uszkodzenia były dużo mniejsze, niż mogły być. Sakwy przetrwały z drobnym zarysowaniem. Stelaż GIVI wymagał prostowania, ale nie było to trudne zadanie. Z uszkodzeń kosmetycznych widać tylko kilka kropek po kamieniach na prawym deklu i drapnięcie na owiewce, którą dało się wymienić tanim kosztem. Wujek i chłopaki podnieśli Shivera, a ja posiedziałem chwilę na krawężniku, aby się pozbierać, po czym ruszyliśmy w dalszą drogę.

Czego tutaj nie robić? Mógłbym napisać “nie upadaj” lub “nie wjeżdżaj w żwir”, ale co innego mi przychodzi do głowy i jest to pewnego rodzaju złota rada. To, że taka sytuacja miała miejsce, to był efekt mojej nieuwagi i zmęczenia, jakie czułem. Gdybym ponownie tam jechał, na pewno odmówiłbym jazdy ponad swoje siły, aby zachować jak najwięcej energii na całą trasę. Umożliwiłoby mi to lepsze skupienie się i dostrzeganie zagrożeń na drodze, nim będzie za późno.

 

Przekonaj się: Czy podróżowanie nakedem ma sens?

Aprilia Shiver na tle Tatr

Pierwsza wyprawa motocyklowa — nie popełniaj moich błędów

Powyższe zdjęcie pochodzi z Tatr, już dawno po naprawieniu uszkodzeń.

Po wieczornym przyjeździe do domu nadszedł czas na rozpakowanie się oraz rachunek sumienia. Jako młody motocyklista z dwuletnim stażem na malutkim motocyklu nie miałem pojęcia, czego się podjąłem. Źle się spakowałem, byłem źle ubrany, nie znałem tempa, z jakim będziemy się poruszać, mój motocykl mnie przerastał (ale czemu akurat padło na Aprilie Shiver 750 to dłuuuga historia) i brałem udział w zdarzeniu, które kosztowało mnie dużo pieniędzy. Gdybym był mądrzejszy o całą moją obecną wiedzę, doświadczenie i wyposażenie, pewnie coś takiego nie miałoby miejsca.

Ale wiesz, o czym myślę? Gdyby nie ta wyprawa motocyklowa w Bieszczady, pewnie bym nie wiedział o wielu rzeczach. Nauczyłem się na wielu własnych błędach, których już więcej nie popełnię. Wyposażyłem się również wystarczająco, aby być gotowym na każde warunki atmosferyczne. Znalazłem również grupę, z którą jeżdżę tempem, które mi odpowiada, a tacy ludzie to skarb.  Pewnie jeszcze raz pojadę tą trasą z moją grupą. Może jeszcze w tym roku.

Jeśli jesteś tutaj, na samym końcu tego tekstu, cieszę się, że Cię zainteresowałem i mogłem pomóc. Dzięki błędom stajemy się mądrzejsi, a najlepiej się uczyć na tych popełnianych przez kogoś.

Jeśli chcesz ze mną porozmawiać lub poprosić o radę, skontaktuj się ze mną, pisząc na ten adres email: dawid.j@moto-tour.com.pl. Z chęcią odpowiem Ci na każde pytanie, jakie zadasz i podzielę się swoimi doświadczeniami, abyś Ci pomóc. Tymczasem życzę Ci szerokiej drogi i jak najwięcej fajnych chwil spędzonych na motocyklu!

 

DJ

Pokaż więcej wpisów z Kwiecień 2024
X
P.U.H. DEFENDER S.C. | ul. Góra Libertowska 50 | 30-444 Libertów | woj. małopolskie | email: info@defender.net.pl | tel:666 303 505 | NIP: 6751395918
pixel